Opowiadanie – Kwiat paproci #1

Opowiadanie – Kwiat paproci #1

Rozdział 1. Oczywisty wybór

Zerkając przez okno klasy można było dostrzec rozległy las, który kończył się tuż przed horyzontem. Gęsta plama koron drzew zapadała się nagle niczym w niewidoczną przepaść. Zaraz za nią migotała linia trawy. Niewyraźna i rozmyta z błękitem nieba. Wyglądało to tak, jakby las celowo prowokował do domysłów. Mogło się bowiem wydawać, że coś się kryje na tej polanie. Zaraz przed kresem widzianego świata. Jakaś tajemnica do odkrycia. Jakiś skarb warty odnalezienia. Coś odmieniającego życie.

— Już po lekcjach.

— Wiem. — powiedział Edvin odrywając wzrok od linii horyzontu. Znów znajdował się w klasie. W pomieszczeniu ograniczonym ścianami i kamienną posadzką. W takim miejscu myśli się tłamszą, szarzeją i zanikają.

— To dlaczego tutaj siedzisz?

Chłopak, który go zagadał przysiadł się do ławki obok. Miał długie, kościste palce. Zaczął nimi stukać, jakby odliczając czas do odpowiedzi. Dwa stuknięcia. Cztery stuknięcia. Edvin przyglądał się przyjacielowi, jakby był przedziwnym stworzeniem, którego zachowania są zupełnie nieczytelne dla istot rozumnych.

— A dlaczego ty tutaj siedzisz? — odparł w końcu.

— Ponieważ… nie ma cię w dormitorium. Ponieważ mi się nudzi. Ponieważ może byśmy poszli coś porobić?

— Na przykład zastanowili się nad swoją przyszłością?

— Bardziej myślałem o obejrzeniu treningu Quidditcha — wybuchnął śmiechem. — Za tydzień ostatni mecz.

— Daj spokój. To żadna rozrywka… — Edvin wrócił wzrokiem na skraj lasu. Transmutacja była jednym z najgorszym przedmiotów, ale chociaż widok z okna klasy był ciekawy. — Czy ciebie też to denerwuje— zapytał w końcu, zwracając się do Aidana — że tak nas naciskają? „Myślcie, co chcecie robić”. „Wybierajcie”. „Teraz”. „Już”.

— No cóż… — chłopak podrapał się po skroni, szukając wzrokiem jakiejś pomocy lub ratunku. Niczego nie znalazł. — Jesteśmy w przedostatniej klasie. Za rok egzaminy i to w zasadzie koniec. — kończąc wzruszył ramionami. Doskonale wiedział, że taka odpowiedź nie przypadnie do gustu Edvinowi.

— I co z tego? Jeszcze nie wiem, kim chcę być. Mam decydować o całym swoim przyszłym życiu właśnie teraz? Przecież to komedia… — burknął, całkiem porzucając swój zamyślony wygląd twarzy. Teraz był czerwony na policzkach i nosie. Aidan mógłby również przysiąc, że zjeżyły się włosy na jego głowie. — Wiesz co… — zaczął Edvin po chwili — gdybyśmy byli bogaci w ogóle nie musielibyśmy wybierać.

— Co masz na myśli?

— Mam na myśli to, że bogaci ludzie nie muszą pracować. A skoro tak, nie muszą też wybierać zawodu. Mogą robić wszystko to, na co mają ochotę.

— Aha… — Aidan uśmiechnął się lekko. Wiedział, że jego przyjaciel jest ekscentrykiem i marzycielem, ale… nie. Nie znajdował żadnej wymówki. Wiedział i musiał teraz przegryźć ten pomysł. Koniec tematu. — A masz jakiś plan stania się bogatym?

Edvin klasnął w dłonie i po chwili krzyknął:

— I to jest pierwsze właściwe pytanie, jakie dzisiaj zadałeś! Spójrz tam… — wskazał przez okno. Aidan chwilę szukał wzrokiem punktu, na którym miał skupić wzrok. Chociaż niczego nie znalazł pokiwał głową, jakby wszystko rozumiał. — Tam, mój drogi przyjacielu, jest nasze bogactwo.

— Jakie bogactwo?

— Kwiat Paproci… — Edvin zniżył teatralnie głos.

— Co to jest Kwiat Paproci? — zapytał lekko zdezorientowany.

— Skrab, Aidan! Skarb! — krzyknął, zwracając się ku przyjacielowi. — Na kurzajki Morgany! Aż nie do wiary, że jesteś w Ravenclawie!

— Też jesteś, a mimo to gonisz za pieniądzem… — odburknął, ale zaraz zamilkł gdy tylko zobaczył morderczy wzrok Edvina. Jego twarz wykrzywiła się w dziwnym grymasie złości, niedowierzania i podejrzliwości. Zupełnie tak, jakby był równocześnie rozgniewany i zdziwiony.

— Zaraz cię wykreślę z listy osób, z którymi się podzielę skarbem…

— Już dobrze, dobrze — rozłożył ręce w geście poddania się. — Czyli będziemy szukać Kwiatu Paproci?

— Poniekąd. To taka metafora.

— Czyli… będziemy szukać metafory?

Edvin przekręcił głowę. Nie wierzył, że Aidan jest dzisiaj aż tak niedomyślny. A niby taki rozsądny i poukładany. Uderzył ręką w ławkę.

— Wstawaj, idziemy!

— Już szukamy? — Aidan spojrzał na wstającego przyjaciela zaskoczony.

— Do biblioteki idziemy, głupolu — poklepał się w czoło. — Tak się składa, że trafiłem ostatnio na bardzo ciekawe podanie. O pewnym bogactwie, które można odnaleźć tutaj. W Szkocji.

Edvin już nie ukrywał podekscytowania. Zwyczajnie nie był w stanie. Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Wychodząc z klasy tylko zerknął, czy Aidan za nim podąża. Zobaczył kościste palce przeczesujące blond grzywę, która zaraz się podniosła. A jednak. Przyjaciel mógł narzekać. Mógł kręcić nosem. Zawsze jednak dawał się namówić na szalone pomysły. Ten pomysł z całą pewnością był szalony.

Idąc korytarzem mijali rozbieganych uczniów ostatniej klasy. Za rok to oni mieli panikować i uczyć się po nocach do egzaminów. Bzdura. Zawsze jest inne wyjście, a według Edvina tym wyjściem było niezmierne bogactwo.

Drzwi do biblioteki były otwarte na oścież. W samym przejściu obili się o dwie Gryfonki i jednego Puchona, którzy w końcoworocznym amoku stracili zdolność bezpiecznego poruszania się w przestrzeni. Edvin tylko pokręcił głową i ruszył przed siebie. Aidan natomiast biegł za nim, mijając kolejne regały z księgami z Historii Magii, Numerologii a w końcu z Eliksirów. Niemal na samym końcu mieścił się dział „Mitów i innych podań”. To właśnie tam Edvin skręcił, uprzednio rozglądając się dookoła.

Między rzędami półek sięgających samego sufitu siedziała tylko jedna uczennica. Zdaje się, że nawet nie zarejestrowała obecności osób trzecich. Pochylała się nad pożółkłą stronicą ogromnej księgi. Chyba utknęła w miejscu. W okolicy nie było nikogo innego.

Edvin uśmiechnął się do przyjaciela i podszedł do regału po lewej stronie. Sięgnął ręką za księgi na czwartej półce, by po chwili wyciągnąć dość cienką i niewielką książkę. Musiał schować ją tam wcześniej. Podał znalezisko Aidanowi.

— Tutaj jest wszystko — szepnął.

— „Legendy i mity Celtów szkockich”? — odczytał, zerkając pytająco na Edvina. Ten pokiwał głową. Aidan odniósł wrażenie, że zaraz wyskoczy ze skóry ze szczęścia. — No dobrze… w takim razie czym jest ten skarb?

Edvin otworzył książkę trzymaną przez Aidana i przewertował kilka kartek. Zatrzymał się na jednym z ostatnich rozdziałów i wskazał tytuł palcem. Następnie odstąpił o krok oraz uśmiechnął przebiegle.

Nie dość, że będą bogaci. Nie dość, że nie będą musieli wybierać przyszłości. To będzie przygoda ich życia.

Abasdarhon Cane

Masz swoją opinię o tym artykule?

5 Replies to “Opowiadanie – Kwiat paproci #1”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *