Opowiadanie – Kwiat paproci #3

Opowiadanie – Kwiat paproci #3

 

Rozdział 3. Pierwszy krok

Z parowozu wydobył się przeciągły świst pary. Dźwięk był donośny i głęboki, ale nie dał rady zagłuszyć ożywionych rozmów. Na stacji w Hogsmeade panował chaos. Uczniowie przeciskali się między sobą, aby jak najszybciej znaleźć się w pociągu i rozpocząć wakacje. Niektórzy ze starszych klas dyskutowali na temat egzaminów, młodsi natomiast wodzili błędnymi oczami szukając pomocnej dłoni. Mimo to wesołość z powodu nadchodzących dni wolnych górowała nad wszystkimi, malując na zmęczonych twarzach szerokie uśmiechy.

Edvin z Aidanem stali z boku. Machali do kolegów, a gdy ci proponowali im wspólny przedział odmawiali grzecznie twierdząc, że wsiądą jako ostatni. O ile Aidan wciąż się zastanawiał nad realnością pomysłu przyjaciela, o tyle Edvin był pewny, że nie pojadą tym pociągiem do Londynu a wyruszą na północ w poszukiwaniu skarbu.

Ostatni tydzień w szkole spędzili pracowicie. Aidan odhaczał kolejne pozycje z listy zaopatrzeniowej, a Edvin snuł marzenia o nadchodzącym bogactwie. Kalkulował w głowie coraz to większe sumy starając się je jak najefektywniej wydać. Zgodnie z jego przewidywaniami Pchła nie nachodziła ich. Za każdym razem gdy widziała Aidana przewracała oczami, starając się pokazać jak bardzo nie podoba jej się postępowanie brata. Czasem parsknęła. Raz kopnęła go w kostkę. Edvin widział posępną minę przyjaciela, ale taka była cena spokoju. Aofie od spotkania pod salą eliksirów o nic więcej nie pytała. To bardzo ułatwiło im przygotowanie do podróży. Zostało jedynie dyskretnie się wycofać i ruszyć własną drogą.

Aidan szturchnął Edvina. W tłumie uczniów zaświeciło rozczochrane blond gniazdo.

— Dlaczego nie wsiadacie? — zapytała Aofie, która z nieukrywaną ulgą rzuciła ciężką walizkę na ziemię.

— Wsiądziemy jako ostatni — od razu odpowiedział Edvin.

— Macie tylko plecaki? — zauważyła.

Edvin wzruszył ramionami. To był zbyt ważny moment, żeby pozwolić sobie na błędy. Obrał taktykę ignorancji.

— Bean i Murdock!

Wysoka kobieta stanęła przy nich, wykrzywiając twarz w grymasie niezadowolenia. Jej szare oczy emanowały chłodem i niechęcią. Przy każdym odjeździe pociągu jeden z nauczycieli musiał dopilnować, aby wszyscy uczniowie wsiedli do wagonów. Działo się tak podczas świąt, przerw, a także na zakończenie roku. Ten ostatni przypadek był najgorszy. Krążyła pogłoska, że zadanie to otrzymywało się za karę.

— Patrzy się pan jak cielę, panie Murdock — zwróciła się do Aidana, który jak na rozkaz wyprostował się — dlaczego jeszcze nie w pociągu?

— Zaraz wsiądziemy…

— Natychmiast. A pan, panie Bean? — spojrzała ukosem na Edvina. Przeszywający wzrok kobiety zlustrował go od góry do dołu. Miał wrażenie, że opiekunka zaraz dostrzeże książkę, którą wyniósł z biblioteki. Schował ją do bocznej kieszeni plecaka, ale nagle poczuł, że nie jest tam bezpieczna. Wynoszenie książek było zabronione. Surowo.

— Za chwilę…

— Teraz. Bez dyskusji — warknęła.

Aofie nie czekała na swoją kolej. Z trudem podniosła walizkę i kołyszącym się krokiem udała w stronę wagonu. Po chwili jej czupryna zniknęła w tłumie uczniów.

Edvin i Aidan nie mieli wyboru. Opiekunka nie ruszyła się od nich nawet na krok, jakby przeczuwając, że coś kombinują. Stała niewzruszona, a każda sekunda zwłoki przybliżała ich do kolejnego wybuchu jadu.

Nie było rady. Niespiesznie skierowali się w stronę najbliższego wagonu. Edvin miał nadzieję, że przy samym wejściu wykorzystają zamieszanie i „zgubią się” w tłumie. Kobieta jednak kroczyła za nimi i dopóki nie zniknęli w korytarzu obserwowała każdy ich ruch.

— Nie widzę waszych głów! — krzyknęła wciąż stojąc przed wagonem. Puknęła w szybę przedziału, do którego po chwili weszli.

Edvin machnął ręką na pożegnanie, siadając na najdalszym od okna miejscu. Opiekunka jeszcze nie odchodziła.

— Jakby wiedziała — skomentował Aidan powielając zachowanie przyjaciela.

— Spokojnie, zaraz wysiądziemy.

Przez następne minuty gorączkowo zaglądali na stację. Kobieta nie odchodziła daleko i co jakiś czas sprawdzała liczbę głów w każdym przedziale. W końcu odwróciła się i odeszła. Edvin poderwał się jak oparzony. Nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale jeszcze mieli szansę nadrobić stracony czas. Wtedy wagon szarpnął, a pociąg ruszył.

Aidan spojrzał na przyjaciela. Nie wiedział dokładnie czy powinien być zawiedziony czy się cieszyć, że jednak wracają do domu.

— Nie — powiedział krótko Edvin.

— Co nie?

— Nie poddam się tak łatwo.

— W Londynie odbiorą nas rodzice. Po prostu spróbujmy za rok.

— Nie!

— W takim razie co chcesz zrobić? — zapytał Aidan odkładając plecak na bok.

Edvin usiadł i spojrzał w okno. Pociąg rozpędzał się pozostawiając stację w Hogsmeade daleko w tyle.

— Wyskoczymy — powiedział po dłuższej chwili.

— Jak to wyskoczymy? Z pociągu? — Aidan myślał przez chwilę, że się przesłyszał. To było szalone. Szalone i niebezpieczne.

— Tak Aidan, wyskoczymy z pociągu — Edvin klasnął w dłonie, a następnie pochylił się w kierunku przyjaciela. — Posłuchaj — mówił podekscytowany — za jakiś czas będziemy ostro skręcać. Pociąg musi wtedy zwolnić. Wtedy wyskoczymy.

— Edvin, to jest głupie — skwitował krótko.

— Głupie, ale zadziała. Wstawaj.

Aidan odprowadził wzrokiem Edvina, który wyszedł z przedziału. Naprawdę to zrobi. Wyskoczy. A on? Co ma zrobić w takiej sytuacji? Spojrzał na leżący obok niego plecak. Pomijając samo zobowiązanie do wyprawy, nie może zostawić Edvina. Jeszcze nie widział przyjaciela tak zdeterminowanego. Tak pewnego tego, co robi. Aidan nie był tak pewny niczego. Może pora to zmienić.

Poderwał się i ruszył za Edvinem. Też zrobi coś szalonego. Już po chwili stał obok przyjaciela, który wypatrywał skrętu.

— Tam jest — wskazał widoczny bieg torów i energicznie otworzył drzwi wagonu. Podmuch powietrza wpadł do korytarza.

Pociąg zaczął zwalniać. Zakręt był faktycznie ostry. Pisk hamulców i buzująca adrenalina zagłuszyła wszystkie dźwięki, nawet szalone bicie serca. Edvin wychylił się czekając na najodpowiedniejszy moment. Tuż za nim stał Aidan. Wystarczył jeden krok. Jeden mały krok, by ich przygoda zaczęła się na dobre.

Wagon znalazł się na zakręcie. Teraz. To było właśnie teraz. Edvin puścił się drzwi i złapał Aidana za koszulkę. Przez chwilę unosili się w powietrzu, jakby grawitacja ich nie dotyczyła. Wszelkie dźwięki zamilkły a wiatr ustał. Znaleźli się w próżni poza światem i czasem. Lecz to wszystko trwało zaledwie mgnienie oka.

Lądowanie było bolesne. Aidan przeturlał się kilka razy spadając w dół wzniesienia. Jęknął głośno gdy w końcu się zatrzymał. Wciąż zdezorientowany podniósł głowę. Kawałek dalej leżał Edvin. Szybko jednak wstał i chociaż z nosa leciała mu krew, uśmiechnął się od ucha do ucha.

Abasdarhon Cane

 

 

 

Masz swoją opinię o tym artykule?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *